piątek, 2 maja 2014

Oświadczenie MSZ Rosji z dnia 1 maja 2014 r.



Data: 01.05.2014

Źródło:

Oświadczenie MSZ Rosji w związku z planami Kijowa przeprowadzenia operacji wojskowej na południowym wschodzie Ukrainy.

Moskwa jest niezwykle zaniepokojona pojawiającymi się w środkach masowego przekazu informacjami o zamiarach kijowskiego reżimu przeprowadzenia szturmowej specoperacji w południowo-wschodnich rejonach kraju, w dodatku z wykorzystaniem oddziałów ultranacjonalistycznego „prawego sektora”.
Podobne nieodpowiedzialne i agresywne działania obecnego „ukraińskiego rządu” – jeśli będą zrealizowane – mogą doprowadzić do katastrofalnych rezultatów. Takie karzące kroki przeciwko własnemu narodowi świadczyłyby o tym, że kijowskie kierownictwo nie jest w stanie zrealizować podjętych zobowiązań zgodnie z Genewskim Oświadczeniem z 17 kwietnia br. na rzecz jak najszybszego powstrzymania jakiejkolwiek przemocy i rozpoczęcia ogólnonarodowego dialogu z udziałem wszystkich regionów i sił politycznych.
Wzywamy Kijów oraz pozwalające mu na to USA i UE, które podpisały genewskie porozumienie, do niepopełniania przestępczych błędów, do trzeźwej oceny całego ciężaru możliwych konsekwencji w związku z  użyciem siły przeciwko ukraińskiemu narodowi.


poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Ukraińcy, zdradzono was.


Data: 18.04.2014

Źródło:

Ukraińcy, zdradzono was.
To znaczy najpierw sprzedano.
A teraz na dodatek zdradzono.

Opublikowano oficjalny tekst czterostronnego oświadczenia o rezultatach rozmów 17 kwietnia. (…) Obraz przedstawia się następująco: Putin dostał wszystko co chciał. A wygląda na to, że nawet więcej.

1. Ukraina de-facto zgodziła się na „zarządzanie zewnętrzne” – o kwestiach będących wyłącznie w gestii władz kraju, dotyczących polityki wewnętrznej, będą teraz decydować siły w stosunku do Ukrainy zewnętrzne. Czyli Zachód i Rosja. O tym, jaką postawę w stosunku do Ukrainy przyjął Zachód można sądzić na podstawie tego jak USA i Wielka Brytania wypełniają swoje zobowiązania wobec Ukrainy wynikające z Budapesztańskiego Memorandum. Jak wypełnia swoje zobowiązania wobec Ukrainy obecny rosyjski reżim objaśniać nie trzeba. Innymi słowy dane oświadczenie legalizuje de facto zewnętrzny zarząd nad Ukrainą.

2. W dokumencie brak jest żądania wyprowadzenia wojsk rosyjskich z terytorium Ukrainy, włącznie z GRU, FSB, SSO (Siły Specjalnych Operacji) i innymi. Zatem ich obecność na Ukrainie została de facto zalegalizowana.

3. Dokument w ogóle nie wspomina o rosyjskiej agresji. Nie ma w nim ani słowa o wojnie prowadzonej przeciwko Ukrainie przez reżim Putina. Zatem teraz już sam fakt rosyjskiej agresji został zalegalizowany.

4. Dokument nie mówi nic o zachowaniu terytorialnej integralności Ukrainy. Nawet na poziomie oświadczenia przedstawiciele obecnego rosyjskiego reżimu nie zagwarantowali w nim uznanych przez świat granic Ukrainy. Innymi słowy zalegalizowano ich naruszenie.

5. W dokumencie nie ma ani słowa o Krymie. A zatem podbój, okupacja, aneksja Krymu przez Rosję zostały de facto zalegalizowane tym międzynarodowym porozumieniem z udziałem ukraińskiej władzy (ponieważ ukraińska władza podpisała to oświadczenie razem z agresorem już po dacie aneksji Krymu przez Rosję).

6. Proces konstytucyjny na Ukrainie będzie się teraz odbywał zgodnie z „inkluzyjną formułą z udziałem regionów”, to znaczy separatyści otrzymali podstawę prawną zlikwidowania unitarnego charakteru ukraińskiego państwa.

7. Wszyscy separatyści podlegają amnestii.

8. Opuszczenie budynków i urzędów, a także rozbrojenie tzw. „samoobrony” we wschodniej Ukrainie nie ma znaczenia, ponieważ, po pierwsze, budynki i urzędy i tak powinny być opuszczone, a „samoobrona” i tak rozbrojona. Po drugie, jako że dzięki Oświadczeniu Genewskiemu wszyscy separatyści podlegają teraz amnestii, to teraz najbliższy czas spędzą nie w więzieniu, a za stołem negocjacyjnym, wypracowując, że tak powiem, nową konstytucję Ukrainy.

9. „Inkluzyjny z udziałem regionów” proces przygotowania konstytucji z góry zakłada federacyjny charakter Ukrainy, który nie ma publicznego poparcia ani w całym kraju, ani w żadnym regionie Ukrainy, a zatem przesądzony jest jej podział.

10. Konsekwencje procesu federalizacji są przejrzyste i całkowicie do przewidzenia – liderzy separatystów zostaną wybrani do organów władz regionalnych, po czym (z pomocą lub bez pomocy rosyjskich komandosów) powtórzą w swoich regionach dobrze znany krymski scenariusz.

11. Rezultatem procesu federalizacji będzie utworzenie nawet nie Federacyjnej Ukrainy, o czym kilka dni temu mówił Temirgalijew, lecz Noworosja („od Charkowa do Odessy”), którą tak inspirująco wychwalał Putin.

12. Dokument nie gwarantuje przeprowadzenia prezydenckich i parlamentarnych wyborów. Ławrow szczególnie to podkreślał na konferencji prasowej, co oznacza, że rosyjska agentura będzie kontynuować ich zerwanie, a władze Rosji nadal będą mówić, że władza w Kijowie jest nieprawowita (jak to znowu dzisiaj powtórzył Putin).

13. Zgodnie z dokumentem, mniej więcej na poważnie zorganizowane siły, zdolne do odpierania rosyjskiej agresji (Samoobrona Majdanu, Automajdan, Prawy Sektor) podlegają rozbrojeniu. Skutkiem tego Ukrainy w ogóle nie będzie miał kto bronić. Działania oficjalnej ukraińskiej armii, milicji, specjednostek mieliśmy już okazję wszyscy obserwować.

14. Natomiast jeśli te nowe siły – zalążki przyszłych struktur siłowych Ukrainy – odmówią realizacji wymogów Oświadczenia Genewskiego, to na nie spuszczona zostanie milicja Awakowa, pełna berkutowców i pozostałych ludzi byłego reżimu, których charakter działań został dobitnie zademonstrowany przy zabójstwie Aleksandra Muzyczko, jak też podczas rozprawy charkowskiej milicji z kijowskimi ochotnikami na Szosie Połtawskiej. Jak wiadomo w jej trakcie gliniarze krzyczeli „To za Majdan!” Jeszcze wczoraj takie działania były bezprawiem, grożącym im ściganiem, dzisiaj są już zgodne z prawem.

15. W odróżnieniu od Ukrainy, dla której wykonanie zobowiązań wynikających z porozumienia będzie gwarantowane podpisem strony ukraińskiej, naciskami Zachodu i regularną histerią rosyjskiego MSZ, wykonanie zobowiązań przez Rosję (w ogóle to ciekawe, jakich, bo w tekście oświadczenia o tym nic nie ma) będzie gwarantowane w ten sam sposób, jak i jej zobowiązania wynikające z Budapesztańskiego Memorandum.

16. W czasie, kiedy na Ukrainie poparcie dla jej wstąpienia do NATO poważnie wzrosło, przewyższając wg niektórych sondaży 50% nawet na południu i wschodzie, władze Ukrainy podpisały pozablokowy status kraju. To znaczy zagwarantowały sobie nowe agresje i interwencje ze strony wschodniego sąsiada, kiedy tylko mu się tak spodoba.

17. Ukraińcy! Innymi słowy, wam nie tylko podstępnie i podle zabrali Krym. Teraz na oczach całego świata, pod gwarancje Zachodu i za zgodą obecnych władz Ukrainy, „całkowicie zgodnie z prawem” będą wam zabierać Noworosję (niestety teraz to już nawet nie jest Federacyjna Ukraina i z tym de facto zgodziły się obecne ukraińskie władze), okrajać kraj, zabijać patriotów, likwidować, choćby i odległą i słabą, szansę udziału w systemie kolektywnego bezpieczeństwa, niszczyć możliwość jakiejkolwiek obrony przed chciwym chamowatym „bratem” i na koniec już drobiazg – zajmować się „zewnętrznym zarządzaniem” wami.

Krótko mówiąc, jak już was wielokrotnie uprzedzano na stronach tego bloga, to co się stało to Monachium-2014.
Dokładniej rzecz biorąc to gorzej niż Monachium.
Wtedy mieliśmy do czynienia tylko z udobruchaniem agresora.
A teraz, oprócz udobruchania, mamy jeszcze do czynienia z narodową zdradą.
Czechów w 1938 mimo wszystko zmuszano i im narzucano.
A wasi sami się ugięli.
I całą resztę zrobili sami.

I znowu, uprzedzano was, że podbić duży europejski kraj można też bez czołgów.
Najważniejsze tylko, by u władzy znaleźli się zdrajcy.
Albo intellectually challenged.
Albo odwrotnie.
Zresztą, wielkiej różnicy tu nie ma.

P.S.
Jak wiadomo, Ezaw sprzedał swoje pierworództwo za miskę soczewicy.
Dzicy oddawali złoto i kosztowności za świecidełka i grzechotki.
Oszuści zabierają wartościowe rzeczy za paczki pociętego papieru.
W przypadku dopiero co dokonanej „wymiany” ze strony Ukrainy nie zauważam ani miski soczewicy, ani świecidełek, ani nawet pociętego papieru.

(…)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Dossier na Putina.


Autor: Anastazja Kirilenko
Data: 22.12.2013


Najbardziej fantastyczna na pierwszy rzut oka wersja uwolnienia Michaiła Chodorkowskiego, z jaką zapoznałam się w blogosferze jest taka: niemieckie służby specjalne mają atuty, mają „coś w rękawie” na Putina, coś co wykorzystano dla okazania nacisku na prezydenta Rosji. Z oficjalnych informacji można wywnioskować, że niemieccy dyplomaci (i/lub specsłużby) posiadają i w ciągu ostatnich 2,5 roku korzystali z jakichś kanałów łączności z Władimimirem Putinem, które są niedostępne dla Amerykanów. A raczej „jeszcze posiadają”.

Można zgadywać, od jak dawna te powiązania istnieją, mając na uwadze „niemiecką” przeszłość Władimira Putina.  Ale od biografii Putina „Niemiec na Kremlu” autorstwa Alexandra Rahra wolę książkę niemieckiego dziennikarza Jürgena Rotha „Gangsterzy ze Wschodu”. Od razu po uwolnieniu Chodorkowskiego zapytałam Rotha: co się stało ze śledztwem wobec niemiecko-rosyjskiej firmy SPAG, którą podejrzewano w praniu pieniędzy? W 2003 roku Roth, w którego posiadaniu znalazł się raport na ten temat wywiadu RFN – BND (za 1999 rok), opublikował książkę poświęconą firmie SPAG.

Zarządzający tą firmą, mającą siedzibę we Frankfurcie nad Menem, adwokat z Liechtensteinu Rudolf Ritter od 1990 roku zajmował się, zgodnie z raportem wywiadu niemieckiego, praniem pieniędzy kolumbijskiej mafii narkotykowej. Rittera aresztowano, znaleziono u niego miliony szwajcarskich franków w gotówce, a jak ustaliła prokuratura jego współpracownicy wywozili wypełnione szwajcarskimi frankami walizki do Liechtensteinu (podejrzewano, że były to wpływy z handlu narkotykami).

Firmę SPAG utworzyli w 1992 roku sam Ritter, struktury Władimira Smirnowa i Władimira Kumarina (Smirnow to były top manager „Rosatomu” i były szef spółki „Oziero”, Kumarin zaś, który od 2007 roku siedzi w więzieniu, to szef „tambowskiej” grupy przestępczej), a także komisja Zarządu Majątkiem Miejskim Urzędu Miasta St. Petersburga. Aż do 2000 roku doradcą w firmie SPAG, nie pobierającym uposażenia, był Władimir Putin.

Według „Spiegla” (2001 rok) to dzięki naciskowi Niemiec udało się wtedy rozpocząć śledztwo w Liechtensteinie wobec Rittera w sprawie pieniędzy karteli narkotykowych. Przy czym był to spektakularny sukces Niemców, gdyż, jak przypominali  dziennikarze, w maleńkim księstwie, „złodziejskim raju”, podobnych spraw nie rozpoczynano. Publikacja stała się źródłem optymizmu i prognozowano problemy dla księstwa Liechtenstein i sąsiedniej Szwajcarii. Informowano, że w latach 1993-1998 „ogromna ilość” złota była wywieziona z St. Petersburga do szwajcarskiego miasta Lugano.

Oto co pisze „Spiegel”: „Utworzona przez Putina i Rittera firma wypływa również w materiałach śledztwa przeciwko niemu i panu Hoffenowi (partner biznesowy Rittera). 23 kwietnia 1999 roku ci panowie kupili 30000 akcji SPAG, poza giełdą, po 15 euro za akcję (przy cenie giełdowej 10 euro) i rozmieścili je w portfelach firm z fantastycznymi nazwami „Fundacja Cukierkowa”, „Fundacja Kopertowa”. Śledczy uważali, że pieniądze były brudne”.

W dodatku „córka” SPAG pod nazwą Rif Security GmbH wypełniała funkcje ochrony w spółce „Oziero”. Były szef tej spółki działkowej w Prioziersku Władimir Smirnow (dziś prawdopodobnie w Monako) w 2000 roku przyznał się gazecie „Wiedomosti St. Petersburga” (kiedy do spółki „Oziero”, do której należała również dacza Putina, dotarł już sprytny dziennikarz Władimir Iwanidze), że poznał przyszłego prezydenta w 1991 roku we Frankfurcie nad Menem.

Jürgen Roth, który kontynuuje obserwowanie sprawy Ritter – SPAG, powiedział mi, że w rezultacie śledztwo niczego nie ustaliło. Studiowałam stronę internetową tej firmy w kwietniu 2010 roku, kiedy jeszcze ona istniała. Fakt, że miał miejsce wtedy jakiś rebranding SPAG, nastąpiła zmiana Szefa Rady Nadzorczej i prezesa, były jakieś sądowe sprawy. Obecnie, według niemieckich stron finansowych, firma nie jest notowana na giełdach.

Czy uczestnictwo Władimira Putina jako doradcy w firmie, która znalazła się w zainteresowaniu niemieckich specsłużb z powodu karteli narkotykowych, to przypadek? Możliwe. Jak lubią przypominać ci sami niemieccy lub szwajcarscy dziennikarze „wyroków sądu w tej sprawie nie ma”, „bezpośrednich powiązań nie ma”.

Jednakże wiele „śladów” z przeszłości Putina prowadzi do Niemiec. Na przykład, jedna z firm wykorzystywanych w handlu barterowym z St. Petersburgiem (sprawa omówiona w raporcie Mariny Salje) była zarejestrowana w Monachium na obywatela Niemiec. Ponadto miały miejsce niezrozumiałe negocjacje ludzi z administracji St. Petersburga w sprawie barterowych dostaw żywności (nie wiadomo, kto je prowadził) z panią Rudolf ze wschodnioniemieckiej „Stasi”.

Inne przypadki dotyczą bezpośrednio handlu narkotykami i Rosji. Zgodnie z informacjami prasy St. Petersburga, na początku la 90-tych w Europie Wschodniej miało miejsce spotkanie przedstawicieli włoskiej mafii i mafii St. Petersburga, „a także byłych z KGB”. Włoski parlament wysłuchał nawet w tej sprawie sprawozdania śledczego z Rosji, w którym stwierdzano, że mafie najprawdopodobniej porozumiały się co do wspólnej kontrabandy radioaktywnych izotopów i narkotyków.

Dziwnym zbiegiem okoliczności w lutym 1993 roku pod Wyborgiem zatrzymano kontener z kolumbijskimi konserwami mięsnymi, w których była tona kokainy. W sprawie wyborgskiej kokainy w Izraelu aresztowano m.in. Belga Oskara Donata. Jedno z jego przedsiębiorstw w St. Petersburgu to Dom Handlowy „Alisa”. Fakt: śledztwo wkrótce zaryło w piachu. Kokaina, jak donosiła prasa, nie została zlikwidowana, lecz „dostarczona do Moskwy do dalszej obróbki”.

Na przełomie września i października 1993, kiedy w Moskwie miały miejsce historyczne wydarzenia związane z rozstrzelaniem parlamentu, St. Petersburg żył swoim gromkim życiem. Na rosyjsko-fińskiej granicy zatrzymano przedsiębiorcę Matwiejewa za próbę przemytu izotopów osmu, a po paru dniach związanego z nim zastępcę mera Sobczaka Lwa Sawienkowa, który zlecił transport izotopów. Dodatkowo Sawienkow pracował jako dyrektor Domu Handlowego „Alisa”.

W 1994 roku pod naciskiem dziennikarzy (znaleźli dokumenty, wskazujące na współudział w sprawie Komitetu ds. Kontaktów z Zagranicą Urzędu Miasta St. Petersburga, komitetem kierował Putin, dokumentów nie opublikowano) sam Władimir Putin postanowił bronić Sawienkowa. Według niego „Urząd Miasta St. Petersburga szukał niestandardowych sposobów finansowania gospodarki miejskiej, przede wszystkim dostaw żywności dla miasta”. I oto Sawienkow zaproponował sprzedaż na Zachód super oczyszczonego osmu, jaki udało się otrzymać uczonemu-hobbyście z St. Petersburga (uczonym tym okazał się być wcześniej karany Wiktor Pietrik, który w 2011 roku zasłynął z „filtrów Pietrika-Gryzłowa”). „Część zysków będzie szła do budżetu miasta”, powiedział wtedy Putin. A przemyt, to znaczy tajny transport, był potrzebny dla ochrony interesów uczonego...

Dziennikarze różnie oceniali te słowa wicemera St. Petersburga, który starał się, lecz nijak nie mógł nakarmić miasta niestandardowymi sposobami. Jednakże, jeśli trzymać się faktów, to Lew Sawienkow został jednak w tajnym procesie skazany za przemyt. Niezrozumiałe jest dlaczego Pietrogrodzki Sąd Rejonowy odmówił Radiu Swoboda dostępu do wyroku w tej starej sprawie. Ale w tej dawnej sprawie jest chociaż wyrok, w odróżnieniu od sprawy „wyborgskiej kokainy”.

Co niemiecki wywiad ma „na Putina” dokładnie nie wiadomo. Pozostaje tylko spekulować, że takich informacji BND może mieć więcej, niż inne wywiady, z powodu przyczyn historycznych. Były doradca księcia Monako Robert Eringer, z którym spotykałam się w celu rozmowy o przyjaźni prezydenta Rosji z Albertem II, wygadał się, że w rezultacie konsultacji ze specsłużbami innych państw (według niego istnieją taśmy z tych konsultacji) kategorycznie odradzał księciu zbliżenie z Putinem: związki szefa państwa rosyjskiego z biznesmenami piorącymi pieniądze, w szczególności w Monako, są zbyt podejrzane i nieprzejrzyste. Książę jednak, jak twierdzi Eringer, nie posłuchał jego rady.

Wydawałoby się, że wszystko to nie jest najważniejsze wobec układu w przededniu Olimpiady i intrygą, czy Angela Merkel przyjedzie, czy nie przyjedzie do Soczi. Image Putina w związku z bojkotem przez zachodnich liderów ceremonii otwarcia igrzysk jest już nie do naprawy, jest za późno na zmiany. Skończywszy z reportażami o problemach wspólnoty LGBT, migrantach i oczywiście więźniach politycznych w Rosji, zachodni dziennikarze ponownie skierowali się do St. Petersburga, by wyjaśniać przeszłość Putina. Reportaże koncentrują się wokół „dossier Salje” – sprawa SPAG – „kasyna Putina”. Wiek tych dossier jest kompensowany ich ważnością.

A tu jeszcze i „wisienka na torcie” – pałac w Praskowiejewce pod Gelendżykiem: widok z kutra, widok z brzegu, rozważania o tym, na ile blisko ochrona daje dotrzeć do brzegu.  O istnieniu pałacu wiemy dzięki biznesmenowi z St. Petersburga Siergiejowi Kolesnikowowi.  Po tym jak skończyła się panika, która wybuchła w okolicach Kremla, pałac przepisano na jakiś czas na roponośnego oligarchę, partnera Arkadija Rottenberga, Aleksandra Ponomarienko. Ponomarienko to bohater książki o „krymskiej mafii” (rozpowszechnianie książki w Rosji zabronił jeden z rosyjskich sądów rejonowych). Nawiasem mówiąc, dzisiaj Ponomarienko to szanowany oligarcha, posiadający partnera w Dumie Państwowej – bohatera tej samej książki o mafii Aleksandra Skorobogatko.  Jak powiedział mi ścigany międzynarodowym listem gończym Alimżan Toktachunow, ksywka „Tajwańczyk”, na naiwne pytanie co w parlamencie robią przedstawiciele różnych grup przestępczych: „w młodym wieku wszyscy grypsowali, ale przecież nie można odrzucać utalentowanych ludzi!”

Mówiąc o ostatnim 2,5-letnim okresie – czasie, w którym podobno prowadzono negocjacje w sprawie uwolnienia Chodorkowskiego – to chmur na Putinem i ogólnego nim zainteresowania jest więcej. O ile dziesięć lat temu można było spokojnie mówić o „równym oddaleniu oligarchów” od Kremla przy prowadzeniu narodowych interesów, to teraz sytuacja uległa zmianie. „Pańszczyźniane Deripaski”, górnicy Abramowicza, dla których cudem jest nie mieć połamanych  palców u rąk, nawet pracownicy Rosnieftu już więcej nie stanowią bezwarunkowego elektoratu Putina. Co prawda z pałacu w Praskowiejewce póki co to słabo widać.


Nieśmiertelnym stał się żart jakiegoś dziennikarza po oficjalnej informacji o rozwodzie Putina: „A co, jeśli cała reszta to też prawda?”

sobota, 28 września 2013

Pytanie laureata Nagrody Nobla Żoresa Alfiorowa.



To jest takie proste i uniwersalne, że aż nie mogłem się powstrzymać przed przetłumaczeniem.

Pytanie brzmi:

„Jeśli obywatel jest zmuszany do płacenia za wykształcenie i opiekę zdrowotną, do tego by na emeryturę oszczędzał z własnych środków, a za mieszkanie i usługi komunalne płacił w pełnej wysokości według ceny rynkowej, to po co mi takie państwo?! Z jakiej racji mam jeszcze płacić podatki i utrzymywać szaloną armię urzędników? Zawsze i wszędzie twierdziłem, że opieka zdrowotna, szkolnictwo i nauka powinny być opłacane z budżetu. Jeśli państwo każe nam samym się o to troszczyć, to niech ono zniknie, nam będzie znacznie łatwiej!”.

Wersja rosyjska:


"Если гражданина заставляют платить за образование и медицинское обслуживание, пенсию накапливать из собственных средств, жилье и коммунальные услуги оплачивать полностью, по рыночной цене, то зачем мне такое государство?! С какой стати я должен еще платить налоги и содержать безумную армию чиновников? Я всегда на всех уровнях говорил, что здравоохранение, образование и наука должны обеспечиваться из бюджета. Если государство сваливает эту заботу на нас самих, пусть исчезнет, нам будет гораздо легче!".

wtorek, 9 lipca 2013

O walce przy pomocy haseł opozycyjnych. Pamięci Jerzego P.


Pan Ambasador USA w Polsce, Stephen D. Mull, był ostatnio z wizytą w Bydgoszczy i zamieścił na Twitterze następującą informację:


I przypomniała mi się historia z mieszkającym w Szwecji w Malmö w drugiej połowie lat 80-tych ubiegłego wieku Jerzym P.
Pan Jurek był dorosłym mężczyzną dość dobrze znanym w mieście zarówno policji szwedzkiej i lekarzom „od głowy”, którzy jednak stwierdzili, że nie jest on szkodliwy dla społeczeństwa, a jego manii nie trzeba leczyć przy użyciu lecznictwa zamkniętego. A miał pan Jurek zwyczaj przychodzić w nocy pod zlikwidowany niedawno przez ministra Sikorskiego konsulat polski i czarną farbą na żółtym murku malować jedno, za to dosadne hasło opozycyjne:

„JARUZELSKI CHUJ. SOLIDARNOŚĆ. JERZY P.”

Przy czym to „P.” było pełnym nazwiskiem, stąd było wiadomo, kto jest tak odważnym patriotą.
Oczywiście konsulat hasło następnego dnia likwidował, co kosztowało trochę pieniędzy i wysiłku miejscowej firmy od likwidowania polskich napisów opozycyjnych. Tak trwało to ponad miesiąc, napis, zawsze tej samej treści, pojawiał się i znikał, a konsul generalny zapraszał i składał wizyty szefowi policji w Malmö, by ten jednakowoż zrobił coś z tym nieznośnym Jurkiem P. A szef policji niezmiennie odpowiadał, że nic nie może w tej sprawie zrobić i dawał do zrozumienia, że w zasadzie jest to czysto polska sprawa.
W konsulacie narad było zapewne mnóstwo z powodu bezsilności aż do czasu, kiedy znalazł się jeden młody, który zaproponował, że trzeba z panem Jurkiem pogadać. Pukali się w czoło starzy wyjadacze, ale nowy konsul generalny, zdesperowany bezowocnością współpracy z policją szwedzką, wyraził zgodę i dzielny opozycjonista przekroczył progi konsulatu, głośno wyrażając zadowolenie z powodu swojej ważności. Powiedział, że sprawa jest poważna, Polska ginie i on nie może pozwolić, by taki ch... Jaruzelski rządził okupowanym krajem. Młody poinformował go, że on się z nim zgadza, na co Jerzy P. wybałuszył oczy, bo czego jak czego, ale tego to się nie spodziewał. Wspólnie ustalili, że sprawy tak ważnej nie można ograniczyć tylko i wyłącznie do budynku konsulatu i tą niezwykle ważną informacją należy podzielić się ze wszystkimi mieszkańcami Malmö, a najlepiej do tego nadaje się świeżo odmalowany budynek giełdy oraz budynki lokalnej administracji stolicy Skanii.
Zbudowany poparciem polskiej placówki dyplomatycznej Jerzy P. wykonał zadanie jeszcze tej nocy...
A po południu następnego dnia przyszedł do konsula generalnego szef policji z informacją, że stan pana Jerzego P. znacznie się pogorszył i lekarze zadecydowali o przymusowym leczeniu, więc problem jakby sam się rozwiązał...

No bo co jak co, ale niszczyć mienia publicznego nie wypada podobno...

środa, 29 maja 2013

„Mój brat nie żyje”. Tłumaczenie ostatniego scenariusza Aleksieja Bałabanowa.

«Mój brat nie żyje». Ostatni scenariusz Aleksieja Bałabanowa


W szpitalnej sali było jasno.
Karina uśmiechała się. Pod prześcieradłem zwracał uwagę jej ogromny brzuch.
Do sali wszedł lekarz, trzymając w ręku zdjęcia.
— Będą bliźniaki, — powiedział jakoś tak nienaturalnie wesoło. Trochę celowo.
Spojrzał na to, co trzymał w ręce i podał Karinie.
— Chłopcy, — powiedział.
Karina nadal się uśmiechała, ale zdjęć nie wzięła.
— Wiem. Wania i Pietia, — powiedziała.

× × ×

Lekarz wyszedł z sali, przeszedł przez korytarz, na którym siedział dobrze ubrany mężczyzna w średnim wieku i młoda kobieta.
— Czy mogę? — zapytał mężczyzna oddalającego się lekarza.
— А tak, oczywiście, proszę niech Pan wejdzie. Tylko nie na długo.
Mężczyzna wstał i wszedł do szpitalnej sali. Kobieta weszła za nim.
Karina uśmiechała się.
— Wania i Pietia, — powiedziała.
Mężczyzna nic nie powiedział.

× × ×

Karina krzyczała.
— Przyj, przyj, — powtarzała akuszerka.
Przez korytarz przeszedł lekarz. Mężczyzna siedział tam gdzie wcześniej. Kobieta nerwowo podniosła się.
— Proszę się nie denerwować, wszystko idzie dobrze, — powiedział do nich lekarz przechodząc i wszedł do sali.
Mężczyzna również się denerwował.
— No i jak? — zapytał lekarz, wchodząc na salę.
— Pierwszy idzie, — odpowiedziała akuszerka.
Karina krzyczała.
Pojawił się pierworodny. Akuszerka przyjęła jego poród.
— Martwy, — powiedziała bez zdumienia i przekazała ciało lekarzowi.
— Nie ma oczu, — nerwowo i prawie z przestrachem powiedział lekarz.
Zamiast oczu chłopiec miał dwie czarne dziurki.
— Drugi idzie, — krzyknęła akuszerka.
Lekarz odebrał go sam.
Chłopiec miał dwie pary oczu. Krzyczał.
Karina przestała krzyczeć.
— Wiedziałem, — powiedział lekarz.
Przeciągnął ręką nad białymi oczami noworodka.
— Nie widzi, — powiedział i podał noworodka akuszerce.

× × ×

Lekarz przeszedł przez korytarz. Mężczyzna i kobieta siedzieli na swoich miejscach.

× × ×

Mężczyzna stał przy łóżku Kariny. Płakała, przyciskając do piersi czterookie dziecko.
— Trzeba go oddać do przytułku dla potworów, — powiedział mężczyzna.
— Nie, — płacząc zakrzyczała Karina, tuląc chłopca do siebie.
— To wybieraj: albo ja, albo on. Nie potrzebuję takiego spadkobiercy.
— Nikomu go nie oddam, — histerycznie krzyknęła Karina.
— No więc tak… Zostawię wam mieszkanie i pięćset tysięcy euro. Żyjcie sobie na świecie, — spokojnie powiedział mężczyzna i wyszedł z sali.
— Sasza! — krzyknęła Karina.
Do sali weszła kobieta.
— Tania, — cicho powiedziała Karina…

× × ×

Rzeką płynęła kra.


„Mój brat nie żyje”. Ostatni scenariusz Aleksieja Bałabanowa. Wersja oryginalna.


Autor: Aleksiej Bałabanow

«Мой брат умер». Последний сценарий Алексея Балабанова


В палате было светло.
Карина улыбалась. Под простыней выделялся ее огромный живот.
В палату вошел доктор, держа в руках снимки.
— У вас двойня, — как-то неестественно весело сказал он. Немножко специально.
Посмотрел на то, что держал в руках, и передал Карине.
— Мальчики, — сказал он.
Карина продолжала улыбаться, но снимков не взяла.
— Я знаю. Ваня и Петя, — сказала она

× × ×

Доктор вышел из палаты, прошел по коридору, где сидели хорошо одетый мужчина средних лет и молодая женщина.
— Можно? — спросил мужчина уходящего доктора.
— А, да, конечно, заходите. Только не долго.
Мужчина встал и вошел в палату. Женщина прошла за ним.
Карина улыбалась.
— Ваня и Петя, — сказала она.
Мужчина промолчал.

× × ×

Карина кричала.
— Тужься, тужься, — повторяла акушер.
По коридору прошел доктор. Мужчина сидел там же. Женщина нервно встала.
— Не волнуйтесь, все хорошо, — сказал им доктор, проходя, и зашел в палату.
Мужчина тоже нервничал.
— Ну что? — спросил доктор, войдя в палату.
— Первый пошел, — сказала акушер.
Карина кричала.
Появился первый. Акушер приняла его.
— Мертвый, — привычно сказала она и передала тело доктору.
— У него глаз нет, — нервно и чуть испуганно сказал доктор.
У мальчика вместо глаз были черные дырки.
— Второй пошел, — воскликнула акушер.
Доктор принял его сам.
У мальчика было четыре глаза. Он кричал.
Карина кричать перестала.
— Я знал, — сказал доктор.
Он провел рукой перед белыми глазами младенца.
— Он не видит, — сказал он и передал младенца акушеру.

× × ×

Доктор прошел по коридору. Мужчина и женщина сидели там же.

× × ×

Мужчина стоял у кровати Карины. Она плакала, прижимая к груди четырехглазого ребенка.
— Его надо отдать в приют для уродов, — сказал мужчина.
— Нет, — плача воскликнула Карина, прижимая к себе мальчика.
— Тогда выбирай: либо я, либо он. Такой наследник мне не нужен.
— Я его никому не отдам, — истерично крикнула Карина.
— Тогда так… Я оставляю вам квартиру и пятьсот тысяч евро. Живите с миром, — спокойно сказал мужчина и вышел из палаты.
— Саша! — крикнула Карина.
Женщина вошла в палату.
— Таня, — сказала Карина тихо…

× × ×

По реке шел лед.

piątek, 10 maja 2013

Dymisja Surkowa. Początek ostatecznej zmiany wyznaczników.


Publikacja z dnia 8 maja 2013 r.
Autor: Jegor Proswirnin
Źródło:

Wiadomość dnia: Surkowa zwolniono ze stanowiska wicepremiera na jego własną prośbę, jak informuje Kreml („– Twoja teściowa na co zmarła? – A grzybami się otruła. – A skąd ma takie sińce? – Nie chciała ich żreć, swołocz!”). Przypomnijmy, że dosłownie wczoraj wybuchł publiczny konflikt Surkowa z rzecznikiem Komitetu Śledczego Markinem, spowodowany wypowiedziami Surkowa w Londynie na temat śledztwa w sprawie projektu „Skołkowo”, który Surkow nadzorował. Dzisiejsza dymisja Surkowa stanowi finał jego upadku, który zaczął się pod koniec 2011 roku z masowych protestów. Uważany za demiurga współczesnego systemu w Rosji i posiadający reputację cynicznego intelektualisty został odesłany na półdymisję po buncie klasy kreacjonistów, a dzisiaj nastąpił jego ostateczny upadek. Na niezadowolenie inteligencji Putin nie odpowiedział skomplikowaniem życia politycznego, lecz odwrotnie jego uproszczeniem zgodnie z formułą „słomkę złamiesz siłą”, zastąpiwszy dumnego ze swojego wykształcenia Surkowa prostym jak uderzenie cegłą w łeb Wołodinem.

Byli znienawidzeni przez wszystkich „Nasi”, próbujący udawać lojalną młodzież, a przyszedł robotnik „My zara przyjdziem z kumplami i wam wpieprzym” Chołmanskich. Była pląsająca na niewielkim podwórku na poły niezależna prasa, a rozpoczęto zwalnianie z pracy i kaperowanie pracowników państwowych mediów i zamykanie wielu tytułów. Była „Jedna Rosja”, starająca się grać rolę głównej partii w kraju w ramach kontrolowanego systemu partyjnego, a powstał „Wszechrosyjski Narodowy Front”, który ma za zadanie skupić wszystkich wokół Führera w obleganej twierdzy „Rosja”. Była retoryka modernizacji, a mamy radziecki zakręt, przy czym nie na poziomie retoryki, lecz na poziomie konkretnych ustaw.

Żydowsko-czeczeńskiego diabła, postać absolutnie z twórczości Pielewina, zastąpili prości i uczciwi ludzie z twarzami katów i żołnierzy, wachtę po żartownisiach i eunuchach objął kolektywny poseł Wałujew, co widać najlepiej po sposobie, w jaki zdymisjonowano Surkowa. Przeczytajcie, jeśli nie czytaliście, tekst Markina przeciwko Surkowowi w „Izwiestiach” – przykład radzieckiego stylu spod płotu końca lat 80-tych, o którym myśleliśmy, że już odszedł na zawsze, pozostawszy tylko w powieściach Sorokina:

A wszystko to byli ludzie światowi i cwani. Już dawno kapnęli się, że w naszych czasach status notowanego opozycjonisty jest nawet całkiem korzystny. Jakby co, to banalne śledztwo w sprawie kradzieży można przedstawić jako polityczne prześladowanie. Zyskuje się sławę w sieci, a nawet prawo azylu w Londynie. Niektórzy wirtuozi politycznego PR dają radę odstawiać takie piruety, będąc w kierownictwie władzy, przeciwko której protestują.

„Ja nie torf i nie gad zasrany” – powiedziałby Martin Aleksiejewicz. W trakcie całej swojej kariery Surkow władczego Markina Aleksiejewicza maskował, próbował przekonać rosyjską inteligencję, że z Markinem Aleksiejewiczem możliwy jest jakiś dialog, jakaś choćby imitacja komunikowania się. A w rezultacie kolektywny radziecki Markin Aleksiejewicz Surkowa zjadł postawiwszy mięsistą kropkę nad „i” w dyskusji na temat „Czy możliwa jest transformacja władzy radzieckiej w coś przyzwoitego?”, potwierdzając ponownie absolutną rację zajmowania bezkompromisowego stanowiska.  Ustriałow w 1921 roku pisał, że jeśli nie drażnić bolszewików to nauczą się czytać, pisać, pokochają Rosję i ostatecznie staną się rosyjską narodową władzą. Surkow przez całą dekadę od 2000 r. przekonywał, że jeśli nie drażnić Putina to oduczy się pić wódkę, przestanie kląć («Z rodziny robotniczej pochodzę») i ostatecznie zacznie sam siebie unowocześniać, przyjąwszy wartości współczesnego społeczeństwa europejskiego.

Radziecka władza Ustriałowa ostatecznie rozstrzelała. Surkowa władza radziecka zdymisjonowała rękami Markina Aleksiejewicza i może być, że jeszcze rozstrzela, jako że diabeł żartować lubi (przecież u znajdującego się w niełasce olimpijskiego budowniczego „towarzysza Bilałowa” stwierdzono tajemnicze zatrucie rtęcią, przy czym zatrucie wielokrotne). Wszyscy apologeci Czerwonego Kremla, wszyscy zwolennicy tego, że z władzy nie wolno żartować, lecz w milczeniu i cierpliwie pomagać jej się krok po kroku cywilizować, wszyscy „konserwatywni zwolennicy stopniowego uczłowieczania reżimu” otrzymali dziś prostą i jasną odpowiedź Markina Aleksiejewicza w stylu Sorokina:

Jednakże PR PR-em, a sprawy sprawami. Kodeks postępowania karnego nikt nie likwidował, więc śledczy zobowiązani są do zadawania pytań, jeśli mają do czynienia z faktami i konkretnymi podejrzeniami. Nie pomogą tu żadne utyskiwania na motywy polityczne. Masza jakby nie było też spadkobierczyni i będziemy z nią pisać do wszystkich możliwych instancji zwracając uwagę społeczeństwa na pana i pańską działalność kułaka. Boś jest pan kułak, a żona pańska to burżujka, z powodu której sam wstyd i którą trzeba należycie utemperować. A nas co, na boczny tor? Pracowaliśmy, sialiśmy, a kibel kto stawiał? Kto wtedy dwudziestaka dał? Pan z pana Oleczkiem  chujeczkiem? Albo może pana żona ta paniusia? Ja sam to wszystko zbudowałem i garb mam, krew z potem przelewałem, a pan tylko żarł i srał. Tak było.

Władimir Władimirowicz Szarikow, którego przez wszystkie 13 lat dokładnie goliła konserwatywna inteligencja popierająca władzę, kiedy zaczęły się protesty nie zdecydował się na dialog ze społeczeństwem jak dorosły cywilizowany człowiek, tylko chwycił bałałajkę i zaczął odstawiać „Jabłuszko” („Eh, jabłuszko, dokąd ty se lecisz, znajdzie się na Błotnym to już nie odlecisz!”).

Po czym na zakończenie numeru wziął i przypierdolił bałałajką profesorowi Surkoważnemu, który przez te wszystkie lata starał się wyczesać z psa pchły radziecko-czekistowskiego pochodzenia, przy czym to wyczesywanie przedstawiał jako proces cywilizacji i ukulturalnienia. Teraz cywilizator i ukulturalniający ma pękniętą czaszkę („I za to was likwidują jako klasę. Z pana jest szkodliwy element, pan dowcipasami chujasami sypie, a sam jakby uczony i w ogóle. A z pana żaden uczony, pan jesteś chujony, tym pan żeś jest!”), a wściekły Władimir Władimirowicz zaraz będzie się wydzierał w finałowym kuplecie, i jak go skończy, to na jego uśpienie zgodzą się nawet najbardziej pokojowo nastawieni mieszkańcy rosyjskiego bloku.

Tak w ogóle to się cieszę. Dymisja Surkowa, ostatniego człowieka we władzach, który uważał za konieczne przynajmniej udawać coś minimalnie przyzwoitego, oznacza początek Ery Pełnej Jasności (...), w której walki rosyjskiej europejskiej wykształconej klasy z radziecką azjatycką robotniczo-chłopską władzą nie dało się dłużej maskować ospałymi czeczenożydami, którzy piszą powieści i dywagują o „dyskursie”, próbując pogodzić białych Europejczyków i radzieckich Mongołów. Nie ma możliwości jakiegokolwiek kompromisu pomiędzy rosyjską Europą i radziecko-putinowską Azją, to przecież nie jest walka o uczciwe wybory, przeciwko Putinowi, to nie jest walka ideologii.

To jest wojna cywilizacji, stępiona, uspokojona dzięki naftowemu dobrobytowi pierwszej dekady wieku, lecz teraz znów wypływająca na powierzchnię, ponownie wyrażająca się w ostrej formie. Z nas przecież żadni białowstążkowcy, żadni demokraci, żadni nacjonaliści. Jesteśmy krzyżowcami w radzieckiej Palestynie i w tym roku skończyło się pokojowe współistnienie z radziecko-putinskimi Arabami.

W 1917 roku przegraliśmy z kolektywnym Markinem, kolektywnym Wołodinem, kolektywnym Wałujewem. W 2017 roku mamy obowiązek zwyciężyć.

czwartek, 9 maja 2013

Dzień Zwycięstwa ze łzami w oczach.


Autor: Jegor Proswirnin
Źródło:

Tragedia Rosjan podczas II Wojny Światowej polega na tym, że w tej wojnie nie uczestniczyli „nasi”. W ogóle. Hitler chciał z Rosji takie ogromne czyste Indie z Niemcami w roli angielskich kolonizatorów. Stalin zrobił to w rzeczywistości. Starł się niemiecki imperialista z gruzińskim komunistą, a kiedy kurz opadł, to było o 26 milionów Rosjan mniej. Naiwnym jest posądzanie któregokolwiek z nich, że kierowali się dobrem rosyjskiego narodu, że mogli choć raz pomyśleć w takich kategoriach. Germanofile wyszukują w dziełach nazistowskich ideologów pozytywne słowa o Rosjanach, sowietofile odpowiadają im znanym toastem za rosyjski naród, ale to są słowa, które nie są warte czegokolwiek. W rzeczywistości tworząc kołchozy Stalin zgnoił 10 milionów kułaków. Potem Stalina pogonił Hitler, który obiecał likwidację kołchozów, lecz z jakiegoś powodu je zostawił. Potem Hitlera pogonił Stalin, który nawet po zwycięstwie kołchozów nie zlikwidował. Brud. Kloaka. Pensja w absurdalnych „roboczodniach”. Zgniła pszenica. No i rozwalona obora, nad którą powiewa albo radziecka, albo niemiecka flaga.

Co za różnica? „Plan Ost”, odpowiadają. Pewnie tak. A jak się nazywa plan, w wyniku którego mamy 5 milionów zmarłych z głodu w latach 30-tych, 10 milionów zgnojonych kułaków, 1 milion rozstrzelanych i 3-4 miliony zmarłych w łagrach, gdzie śmiertelność w niektórych zarządach GUŁAG-u była wyższa niż w Oświęcimiu? Co to za plan? „West”?

Rozumiejąc, czując absurd porównania „kto mniej z nas zabije”, świadomość narodu tworzy narodowego bohatera. Pochodzi z roli, oderwany od radła, wbrew przeklętemu Stalinowi i radzieckiemu systemowi, wyłącznie z powodu wściekłości za spalony rodzinny dom, zdobywa Berlin.

Obawiam się, że on nie miał wyboru. Przypomnę, jak w praktyce wyglądała ta „ludowa wściekłość” i „patriotyzm narodu”:

Naczelne Dowództwo Armii Czerwonej rozkazuje:
1. Radom wojennym Frontów i przede wszystkim Dowódcom Frontów:
a) bezwarunkowo likwidować w armii nastroje wycofywania się i żelazną ręką zapobiegać propagandzie tego, że jakoby jesteśmy w stanie dalej wycofywać się na wschód, że z powodu takiego wycofywania się nie stanie się krzywda;
b) bezwarunkowo zdejmować ze stanowisk i kierować do Naczelnego Dowództwa pod sąd wojenny dowódców armii, którzy dopuścili do samowolnego odwrotu wojsk z zajmowanych pozycji, bez rozkazu dowództwa frontu;
c) utworzyć w ramach frontu od jednego do trzech (zależnie od okoliczności) batalionów karnych (po 800 ludzi), do których kierować dowódców średniego i starszego szczebla oraz politruków z wszystkich rodzajów wojsk, którzy złamali dyscyplinę z powodu tchórzostwa lub słabego charakteru, i skierować ich na trudniejsze odcinki frontu, by mogli krwią odkupić przestępstwa wobec Ojczyzny.

2. Radom wojennym armii i przede wszystkim dowódcom armii:
a) bezwarunkowo zdejmować ze stanowisk dowódców i komisarzy korpusów i dywizji, którzy dopuścili do samowolnego odwrotu wojsk z zajmowanych pozycji bez rozkazu dowództwa armii i kierować ich do rad wojennych frontu pod sąd wojenny;
b) sformować w ramach armii 3-5 dobrze uzbrojonych oddziałów osłony (do 200 ludzi w każdym), skierować na bezpośredni tył wahających się dywizji i w przypadku paniki i bezładnego odwrotu oddziałów dywizji rozstrzeliwać na miejscu panikarzy i tchórzy, pomagając w ten sposób uczciwym żołnierzom dywizji spełnić swój dług przed Ojczyzną;
c) utworzyć w ramach armii od pięciu do dziesięciu (zależnie od okoliczności) kompanii karnych (od 150 do 200 ludzi w każdej), do których kierować szeregowych i młodszych oficerów, którzy złamali dyscyplinę z powodu tchórzostwa lub słabego charakteru, i skierować ich na trudne odcinki armii, by mogli krwią odkupić przestępstwa wobec Ojczyzny.

3. Dowódcom i komisarzom korpusów i dywizji:
a) bezwarunkowo zdejmować ze stanowisk dowódców i komisarzy pułków i batalionów, którzy dopuścili do samowolnego odwrotu oddziałów bez rozkazu dowódcy korpusu lub dywizji, odbierać i ordery i medale i kierować ich do rad wojennych frontu pod sąd wojenny;
b) okazywać wszelką pomoc i poparcie oddziałom osłony armii w sprawie wzmocnienia porządku i dyscypliny w oddziałach.

Rozkaz odczytać we wszystkich kompaniach, szwadronach, bateriach, eskadrach, dowództwach, sztabach.

Ludowy Komisarz Obrony ZSRR
J. STALIN

To nie jest rozkaz dla mścicieli narodu, rwących się na Berlin. To rozkaz dla uciekających Sipajów, którzy nie chcą umierać za angielskiego wicekróla. I rozkaz ten pokazuje wielką mądrość rosyjskiego narodu, który odmówił dobrowolnej walki za swoich ciemiężców. Dokładnie w ten sam sposób Rosyjska Armia Wyzwoleńcza Własowa przy pierwszej nadarzającej się okazji powiedziała Niemcom „dziękuję”, zerwała wszystkie niemieckie emblematy i zdezerterowała do Pragi. Ludzi, którzy przeżyli wojnę domową, kolektywizację i Wielki Terror, nie było możliwości zmusić dobrowolnie z gołymi tyłkami biec pod karabiny maszynowe dla osiągnięcia świetlanej przyszłości. Kwiat młodzieży, nie znającej innego oprócz stalinowskiego życia, zginął w pierwszym roku wojny, później poszły starsze roczniki – ci, którzy jeszcze pamiętali cara-batiuszkę i to właśnie dla nich był rozkaz „Ani kroku do tyłu”, tych właśnie, którzy przeżyli okropności lat 20-tych i 30-tych, trzeba byłą siłą gonić do ataku, ponieważ żadna ideologia, ani nawet banalna zwierzęca żądza zemsty na tych co przeżyli radzieckie piekło nie działały.

Entuzjastyczni budowniczowie nowego świata, komsomolcy-ochotnicy – wszyscy oni zginęli w 1941 roku. Została tylko ponura rozeźlona chłopska masa pamiętająca jeszcze jak czerwoni rozprawiali się z antonowszczyzną bronią chemiczną. Komory gazowe, powiadacie? I naprawdę wszystkich trują gazem, i kobiety i dzieci? Niesłychana sprawa, trzeba by w Tambowie opowiedzieć...

Oni zwyciężyli – dlatego, że nie mieli wyboru. O ich ofierze warto pamiętać jak o  ofierze wielkiej z powodu jej bezsensu, tak jak Żydzi pamiętają o Holokauście („Nigdy więcej!”). Ale wygłupiać się ze świętowaniem Wielkiego Zwycięstwa teraz, kiedy z niego nic nie zostało, oprócz Wstążki św.Jerzego na butelce wódki „Putinka” to bluźnierstwo.

Nasi przodkowie, dziadkowie, którzy wojowali, nie byli rozpropagowanymi kolorowymi debilami. Począwszy od 1917 roku przeszli przez 24 lata najokrutniejszego doboru naturalnego w wyniku wojny domowej, głodu, rozkułaczania, represji. Zniknęła klasa naiwnych idiotów, pozostał mroczny surowy naród, który przywykł do tego, że dziś we wsi biali, jutro czerwoni, a pojutrze zieloni. Który przywykł do tego, że Rosję spalono, rosyjskie życie spalono, i pozostaje tylko jedno – przeżyć w świecie zapylonych hełmów i przyjeżdżających nocą furgonów z napisem „Pieczywo”, starając się zachować samego siebie w świecie ołowiu, bawełny i betonu.

Cara rozstrzelali. Krzyże spiłowali. Zboże zabrali. Konia zarekwirowali. Ojca posadzili. Syna zabili Niemcy. Co pozostaje? Pozostaje powolne pełzanie na Berlin w jesiennym błocie, przy okazji zupełnie przypadkowo upuszczając granat pod nogi towarzysza komisarza. Pozostaje iść do ataku. Pozostaje szturmowanie budynków. Pozostaje bronienie budynków. Pozostaje nocne przedostawanie się za linię frontu. A potem z powrotem.

Pozostają tylko popielate oczy ludzi, którzy w swoim wieku już tyle widzieli, że gotowi są szturmować choćby Berlin, a choćby i samo Piekło. Pozostają tylko zgorzkniali Rosjanie, których pierdolona kremlokurwa pragnie przewiązać karnawałowymi pierdolonymi wstążkami i postawić na górze pierdolonego tortu zrobionego ze złodziejstwa, narodowego poniżenia i gnicia za życia, zamieniwszy wolność, siłę i naród na koncert pieśni i tańca dla publiczności złamanej betonowym chujem epoki Breżniewa.

Przeżywszy w ciągu ostatnich 100 lat wojnę z Japonią, pierwszą rewolucję, pierwszą wojnę światową, drugą rewolucję, rozpad państwa, wojnę domową, głód, rozkułaczanie, Wielki Terror, drugą wojnę światową, kubański kryzys, zastój, wojnę w Afganistanie, pieriestrojkę, znowu rozpad państwa, prywatyzację, pierwszą czeczeńską wojnę, kryminalną rewolucję, krach finansowy, drugą czeczeńską wojnę, serię ataków terrorystycznych, ośmiodniową wojnę i początek nowych politycznych represji, my wam oczywiście bezwarunkowo uwierzymy i złączymy się z wami w pijanej radości z okazji zwycięstwa, wy kutasy prążkowane w czarno-pomarańczowych kokardach.

Dziękuję dziadkowi, że przeżył. I wieczna wam, kurwom w kokardach, hańba.